Relacja z diagnostyki w klinice RPTC w Monachium

Od niedzieli ( 14.01. ) jesteśmy w Monachium.
W poniedziałek rozpoczęła się diagnostyka i szczegółowe badania, które trwały ambulatoryjnie dwa dni, a także konsultacje z lekarzami.
Sama klinka jest bardzo nowoczesna, panuje w niej spokój i cisza, a pacjenci przychodzą na umówioną wizytę i nie czekają wiele godzin w kolejkach.
Przed wizytą przesyłany jest na maila plan diagnostyki ze szczegółowymi informacjami jakie badanie będzie wykonywane, jaka konsultacja, gdzie, z kim, od której godziny i jak długo będzie trwała.
Wszystko jest ze sobą płynnie połączone i czas oczekiwania między jednym, a drugim badaniem wynosi maksymalnie kilkanaście minut i wiąże się jedynie z tym, że poprzednie badanie zostało wykonane szybciej i sprawniej niż zakładano.

Podczas jednej z konsultacji dowiedzieliśmy się, że chemia ( Temodal ), którą Sławek dostawał w Polsce nic nie dała. Nie zatrzymała wzrostu guza i pomimo tego, że chemia była podawana przez trzy miesiące to guz nadal rósł ( porównanie badania z poniedziałku z badaniem PET-CT, które zostało przeprowadzone w połowie grudnia ).
Troszkę mnie to podłamało, ale dr Tinchev powiedział, że teraz nie mamy się już martwić, bo na szczęście jesteśmy już w Monachium i pod ich opieką, a cała procedura jest już w toku.

Został przygotowany dla Sławka specjalny materac dokładnie odzwierciedlający kształt ciała, wykonano również maskę silikonową, która zabezpieczy głowę  przed ewentualnym poruszeniem się podczas ,,strzałów protonami”.
Zarówno maska jaki materac, karta pacjenta w komputerze i specjalna opaska na ręku Sławka mają ten sam kod kreskowy, który zostanie zeskanowany przed każdą serią terapii i dopiero jak wszystko będzie zgodne i takie samo maszyna ruszy – jeśli któryś z kodów nie będzie się zgadzał maszyna nie podejmie pracy ( ma to zapobiec i wykluczyć ewentualną pomyłkę i nie dopuścić do jakiegokolwiek zagrożenia ).

Sławek dostał wczoraj pierwszą dawkę protonów celującą w sam środek guza, aby troszkę osłabić i zatrzymać wzrost guza do czasu aż fizycy opracują pełne leczenie.

Na przygotowanie całej, pełnej procedury terapii fizycy wraz z lekarzami potrzebują 6-7 dni roboczych.
Został nam podany wstępny termin rozpoczęcia terapii na 25 stycznia, ale zostanie jeszcze potwierdzony 24 stycznia.

Po pierwszej dawce protonami Sławek czuł się dobrze, nie miał żadnych dolegliwości, nie wystąpiły żadne skutki uboczne poza przesuszoną skórą na głowie w miejscu, w którym laser przechodził do środka guza, ale zostaliśmy o tym uprzedzeni i poinformowani o zakupie maści łagodzącej te skutki.

26 stycznia mamy umówioną wizytę u onkologa w Monachium ( niestety nie jest to uwzględnione w kosztorysie, NFZ nie będzie refundował, a wizyty będą się powtarzać ), który współpracuje z kliniką RPTC i zna się na protonoterapii – niestety lekarze w Polsce nie posiadają kompletnie żadnej wiedzy w tym temacie 🙁
Mało tego – lekarz onkolog, który prowadził Sławka historię choroby w Polsce, podawał chemię, ale nie sprawdzał czy działa, pomimo tego, że został poproszony o kontakt z kliniką, aby wspólnie uzgodnić plan leczenia ( podaliśmy wszelkie namiary, napisałam prośbę o kontakt itd ) zgodził się, aby taki kontakt był, ale na zgodzie i chęci kontaktu się skończyło… 🙁

Dobra,dosyć tych żali – jesteśmy na miejscu, leczenia się rozpoczęło, koszty będą większe niż zakładane, ale walczymy i się nie damy.
Jeśli chcecie wesprzeć naszą zrzutkę finansowo to będziemy bardzo wdzięczni.
Jeśli chcecie nadal uczestniczyć w naszych licytacjach to serdecznie zapraszamy.
Przypominam linki do zrzutki i grupy 🙂

Zrzutka na pobyt w Monachium

Grupa z licytacjami

A teraz jeszcze jedno zdjęcie kliniki.
Główny hol – zdjęcie wykonane z pierwszego piętra 🙂

Nadal trzymajcie kciuki 🙂
Ściskamy Was mocno 🙂

63 Replies to “Relacja z diagnostyki w klinice RPTC w Monachium”

  1. Dobrze, że tam trafiliście. W Szwecji też znajduje się klinika, która leczy raka protonami. Jak opisujesz ważne jest aby wszystko było dopasowane do ciała pacjenta, tak aby protony trafiały dokładnie w to samo miejsce, a więc w guza…Powodzenia kochani!!

  2. Kochani trzymam mocno kciuki! Aż mi się włos jeży nad tym polskim leczeniem i podejściem lekarzy.. ale najważniejsze teraz jest to,że jesteście już na miejscu i tam Sławek jest pod najlepsza i fachową opieką !
    Myślami jestem z Wami i wierzę, że wygracie tę walkę !

  3. Trzymam kciuki 🙂 Uważam, że służba zdrowia w Niemczech (Gesundheitssystem) jest o wiele lepsza niż Polska służba zdrowia, gdzie jakość żywienia pozostawia wiele do życzenia oraz długie terminy na wizy do specjalistów oraz długie kolejki.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Patryk

  4. Najważniejsza jest nadzieja na lepsze jutro i wiara że się uda. A jeśli wierzy aż tyle osób to na pewno będzie jak najlepiej i tego się trzymajmy:)

  5. Aniu, mocno trzymamy kciuki.
    Całe szczęście, że Tam jesteście.
    Pokonacie chorobę!
    Życzymy dużo siły i każdego dnia lepszego od poprzedniego ❤️❤️❤️❤️

  6. Tyle już przeszliście… Ale dobrze, że wszystko idzie ku lepszemu.
    W Polsce rzeczywiście nasz sprzęt oraz specjaliści to czasami kompletna żenada… Na szczęście teraz Sławek jest pod okiem specjalistów, prawdziwych i rzetelnych.
    Szpital wygląda tak nowocześnie, niczym galeria!
    Oby bez dalszych skutków ubocznych 🙂
    TRZYMAJCIE SIĘ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.