Pacjentowi zostało kilka dni, może tygodni…

 

 

,, Pacjentowi zostało kilka dni, może tygodni, może i miesiąc. Nie wiem ile, Bogiem nie jestem… “

Takie słowa usłyszałam w połowie maja od szczecińskiego neurochirurga.

A jednak chciał się Pan zabawić w Pana Boga doktorze, a dokładniej mówiąc w wyrocznię 🙁

,, Pacjentowi zostało kilka dni, może tygodni… pacjent umiera ” – usłyszeć takie słowa dotyczące ukochanej osoby, usłyszeć coś takiego o kimś kto jest dla Ciebie całym światem, bez kogo nie wyobrażasz sobie życia…

Nie da się ubrać w słowa tego co się wtedy czuje, nie da się opisać strachu, bólu i bezsilności przeplatanej z niedowierzaniem, że to jakaś fatalna pomyłka, że to się nie dzieje naprawdę, przeplatanej z odrobiną nadziei, bo dopóki człowiek żyje jest nadzieja.

Teraz, gdy już trochę ochłonęłam po usłyszeniu słów, które zwalają z nóg, opiszę to co działo się u nas od zakończenia terapii w Monachium.

7 marca zakończyło sie leczenie protonami w Monachium, a my z wiarą i nadzieją patrząc w przyszłość wracaliśmy do domu, do Polski.
Wracaliśmy do naszego dawnego życia, do rodziny, przyjaciół i znajomych.
Mieliśmy wielkie plany, wielkie nadzieje, miało być pięknie, no właśnie miało, ale brutalna rzeczywistość nie dała o sobie zapomnieć i pierwsze problemy pojawiły się bardzo krótko po powrocie do kraju.

Nie udało nam się znaleźć lekarza, który znałby się na leczeniu protonami i byłby skłonny prowadzić historię choroby Sławka. Nie udalo nam się znaleźć lekarza, który byłby w stanie kontrolować czy wszystko jest tak jak być powinno, czy nie ma żadnych komplikacji, zlecać dalsze badanie i ,, trzymać rękę na pulsie “.

Po wielu przemyśleniach, rozważaniach wszystkich znanych nam za i przeciw, podjęliśmy decyzję o wyjeździe z Polski.

Zdrowie i życie Sławka jest dla mnie priorytetem, w Polsce nie ma możliwości nawet kontrolowania jego stanu zdrowia, więc trzeba szukać lekarzy, którzy podejmą się opieki nad Sławkiem poza Polską, dla mnie było to oczywiste, że trzeba wyjechać.

Wyjechaliśmy z Polski i znowu miało być pięknie, a przynajmniej dobrze, niestety znowu nie było…

Sławek każdego dnia czuł się gorzej. Pojawiły się bardzo silne zawroty głowy, wymioty, zaburzenia równowagi – chodził jak pijany, problemy z koncentracją – nie był w stanie skupić się na tym co do niego mówię, doszły problemy z pamięcią – nie potrafił przypomnieć sobie najprostszych i oczywistych rzeczy np swojego imienia, problemy z mową – nie potrafił poprawnie wymówić prostych słów, utracił zdolność pisania i czytania, zaczął pojawiać się niedowład prawej ręki – ręką ruszał, ale nie miała ona ,, precyzji “, nie potrafił podnieść ze stołu widelca.

Objawy te nie pojawiły się wszystkie jednego dnia, zaczęło się od zawrotów głowy, wymiotów, myśleliśmy, że to zatrucie lub skutki stresu.
Były również dni kiedy czuł się dużo lepiej i funkcjonował normalnie, ale już kolejnego dnia objawy wracały, a nawet nasilały się, a ja zauważałam kolejny niepokojący objaw i tak coraz gorzej i gorzej.

Nie wiedzieliśmy co się dzieje…

Przyjaciele zaproponowali nam zawiezienie do jednego ze szpitali w Szczecinie  i to nie byle jakiego, a do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego- w Polsce nadal mieliśmy ubezpieczenie i odchodziła bariera językowa, więc wydawało się to idealnym rozwiązaniem.

Podróż do Szczecina Sławek zniósł dosyć dobrze i pomimo zmęczenia nic nie wskazywało na to, że jego stan jest bardzo poważny i ciągle się pogarsza, a jednak po dojechaniu na miejsce przerażenie nasze sięgnęło zenitu.

Sławek wysiadł z samochodu, przeszedł kilka kroków i zauważyliśmy, że nie daje rady dalej normalnie iść. Prawa noga odmawiała posłuszeństwa, zaczął ją lekko ciągnąć i z każdym krokiem było coraz gorzej.
Po przejściu kilku metrów nie był już w stanie iść o własnych siłach, straciliśmy również z nim kontakt. Był przytomny, ale jakby ,, wyłączony “, zupełnie nieświadomy co się dzieje.

Na SOR wieźliśmy Sławka na wózku inwalidzkim, który został nam użyczony.

Sławek bezwładnie siedział na wózku, nie było z nim żadnego kontaktu. Byłam przerażona tym co się z nim dzieje. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie.

Po dotarciu na SOR i krótkim opisaniu objawów wśród personelu pojawił się spory popłoch – od razu pojawili sie lekarze i pielęgniarki, którzy gotowi byli udzielić natychmiastowej pomocy, bo takie objawy sugerować mogły udar mózgu lub wylew.

Kilka dodatkowych pytań o leki jakie Sławek przyjmuje i choroby, na które choruje.
Zgodnie z prawdą poinformowałam o guzie mózgu, dwóch przebytych operacjach, chemio i radioterapii, a także protonoterapii i tu, ku mojemu wielkiem zaskoczeniu, personel medyczny zamiast jeszcze bardziej się ,, wysilić “, aby pomóc ,, odpuścił ” sobie.
Już nie było szybkich reakcji, stan zdrowia Sławka nie był już dla nich czymś ważnym i priorytetowym, bo pomimo tego, że jeszcze nie zrobiono żadnych badań to już zapadła diagnoza – to od guza, to nowotwór, można sobie odpuścić, bo nowotwory są nieuleczalne, więc po co się starać.
Tak przynajmniej ja odebrałam zachowanie lekarzy i pielęgniarek, zwłaszcza gdy po poinformowaniu o jego chorobie dało się usłyszeć wyjaśniające ich zachowanie : ,, aaa…no tak… ”

Dla nich sprawa była jasna i oczywista – przecież ,, nasi ” lekarze mają rentgen w oczach, wyniki rezonansu magnetycznego znają bez potrzeby wykonywania go, a żeby poznać wyniki krwi wystarczy kilka pytań do rodziny,  przecież to takie oczywiste…

Jednak zabrano Sławka na badania – pewnie żeby głupio nie było, że nic nie zrobiono, podano także leki.

Całość badań i leczenia trwała około dwóch godzin, to były bardzo długie i mrożące krew w żyłach godziny. Godziny pełne niepewności i strachu.
Na szczęście nie byłam tam sama, bo nie wiem jak dałabym radę to znieść i poradzić sobie ze strachem jaki mi towarzyszył – dziękuję Maćku, że byłeś tam ze mną.
Bałam się panicznie, a widok każdego lekarza idącego w naszą stronę sprawiał, że serce podchodziło mi do gardła.
Bałam się, że w każdej chwili podejdzie do nas ktoś i powie coś w stylu : bardzo mi przykro, nic nie dało się zrobić… 🙁

Jednak to co zaszło podczas tych dwóch godzin było równie przerażające…

Mieliśmy dwie konsultacje z lekarzami, którzy badali Sławka. Pierwsza z neurologiem, druga z neurochirurgiem.
Jedna z konsultacji miała miejsce przy rejestracji na SOR-ze wśród pozostałych czekających pacjentów i całego szpitalnego zamieszania, druga przed wejściem do szpitala gdzie również czekali pacjenci.

Nawet tego nie będę komentować, bo teraz to jest dla mnie nie do pomyślenia, a wtedy chciałam tylko wiedzieć jak czuje się mój Mężuś. Chciałam żeby ktoś wyszedł i powiedział mi, że wszystko będzie dobrze, że dostał leki i jego stan się poprawia, niestety nie usłyszałam takich słów.

Podczas rozmowy z neurologiem dowiedziałam się, że nie zostanie przyjęty na oddział, bo nie nadaje się do leczenia szpitalnego dlatego, że choruje na nowotwór i neurologia nic tu nie pomoże.
Nie zostanie przyjęty pomimo tego, że ma objawy neurologiczne, nie zostanie przyjęty pomimo tego, że stwierdzono bardzo duży obrzęk mózgu i poinformowano nas, że jest to stan bezpośredniego zagrożenia życia.
Pełna obaw, ale też nadziei zapytałam lekarza : ale wszystko będzie dobrze? Nie jest gorzej?
Neurolog odpowiedział tylko : ,, nie jest gorzej, ale lepiej też nie jest i nie będzie “.
Nie wiedziałam co o tym myśleć… Było to dla mnie tak niejasne, tak niezrozumiałe, takie nie do przyjęcia.
To były straszne słowa, których nie chciałam przyjąć do wiadomości i nawet nie spodziewałam się, że najgorsze jeszcze przede mną, że to czego nikt nigdy nie chce usłyszeć o bliskiej osobie, ja usłyszę i to wkrótce.

Kolejna konsultacja była z neurochirurgiem.
Pan doktor stojąc z założonymi rękami, tonem jakby ktoś zakłócał jego cenny spokój poinformował nas, że guz mózgu jest i nadal rośnie, bo skoro był w październiku, operacji nie było to musi być, bo przecież guz nie wyparował.
Informowałam, że Sławek przeszedł terapię protonami, dałam również do wglądu wyniki badań i całego leczenia z klinikii RPTC, mówiłam też, że jestem w stałym kontakcie telefonicznym z lekarzem w Monachium, który mówi po polsku i prosi ich – lekarzy o kontakt.
Niestety Pan doktor nawet nie chciał o jakimkolwiek kontakcie słyszeć, bo jak stwierdził ,, po co mam do niego dzwonić? Co tamten lekarz mi pomoże? “.
Stwierdził również, że nie przyjmie Sławka na oddział, bo skoro lekarze z Gdańska w październiku stwierdzili, że nie będą operować to on też nie będzie.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć… Operacja, jaka operacja?! Przecież guz jest naświetlony protonami i nie może być aktywny…
Szczeciński neurochirurg poinformował nas również o stanie zdrowia Sławka takimi słowami :

,, Proszę Państwa, co ja mam Wam powiedzieć… Pacjentowi zostało kilka dni, może tygodni, może i miesiąc. Nie wiem ile, Bogiem nie jestem. Pacjent umiera i może umrzeć w każdej chwili. Pytanie, czy chcecie żeby umarł w szpitalu, czy chcecie szybko zabrać go do domu, żeby tam umarł. Radzę również szybko poszukać hospicjum, bo sami sobie nie poradzicie. “

Na moje pytanie, czy nie będzie lepiej, czy nie ma żadnej szansy otrzymałam odpowiedź, że nie, lepiej już nie będzie. Stan jest bardzo zły, dodatkowo Sławek ma bardzo duży obrzęk mózgu, który również bezpośrednio zagraża życiu, ale dostał leki i obrzęk jest pod kontrolą, no ale jest rosnący guz, który wywołał te wszystki objawy.

To był dla mnie szok…
Przyjaciel zapytał, czy skoro stan jest taki zły to zostanie w szpitalu chociaż do jutra abyśmy mogli załatwić transport, bo nie jesteśmy ze Szczecina, usłyszeliśmy, że nie. Zostanie za chwilę wypisany.
Zapytał również o transport medyczny do miejsca zamieszkania skoro stan jest tak zły, tego też nam odmówiono.

Stan zdrowia jest bardzo zły, obrzęk mózgu bezpośrednio zagraża życiu, jest rosnący guz mózgu, a oni zadecydowali o wypisaniu i odmówili transportu medycznego.
Nie wiem jakie są procedury, ale to zwyczajnie nie mieściło i nadal nie mieści mi się w głowie, że można wypisać i nie przyjąć do szpitala pacjenta równocześnie twierdząc, że jest w stanie bezpośredniego zgrożenia życia z powodu znacznego obrzęku mózgu.

Po tej konsultacji Sławek został wypisany.
Na wypisie z SOR-u widnieje dopisek o zalecanym leczeniu paliatywnym i o tym, że zaleca się opiekę hospicyjną.
Jest również napisane, że jest rosnący guz mózgu i duży obrzęk.

Po podanych lekach przeciw obrzękowi mózgu kontakt ze Sławkiem był słaby, ale był, chód nadal niepewny, ale już nie było problemów z nogą, nawet mówił – niewiele, ale mówił.
Dał radę iść o własnych siłach.

Był późny wieczór, ale wiedziałam, że nie jestem z tym wszystkim sama.
Był Maciek, który wspierał mnie jak mógł, w kontakcie telefonicznym była również Hania i Sławek, a także inni nasi przyjaciele – Kasia i Tomek, Iwona i Peter i inni.
Dziękuję Wam za to, że jesteście.
Najlepsi przyjaciele jakich można sobie wymarzyć.

Pod telefonem i gotowa do pomocy była również rodzina.
No dobra, musi być, więc będzie szczerze…
Była część rodziny, bo niektórych z tej bardzo bliskiej rodziny cała ta sytuacja nawet nie obeszła. Zero kontaktu, zero wsparcia 🙁
Rodzinko, która byłaś i wspierałaś – dziękuję <3

Ale nie o rodzinie miało być…

Następnego dnia dotarliśmy do Gdańska.
W Gdańsku żeby długo nie czekać na termin i wyniki prywatnie zrobiliśmy rezonans magnetyczny, którego nawet nie wykonano w Szczecinie.
Wyniki otrzymaliśmy bardzo szybko, ale pomimo tego, że nie były to pierwsze wyniki, które widziałam i większość potrafiłam analizować to te były dla mnie całkowitym zaskoczeniem.
Opis sugerował wykonanie kolejnych badań, progresję guza i obrzęku w porównaniu do wcześniejszych badań, ale też dało się zrozumieć, że osoba opisująca pewności nie ma czy widoczny po kontraście obraz to nie skutek terapii protonami.

Płytę z badaniami MRI natychmiast wysłałam do Monachium w celu konsultacji. Lekarze już na nią czekali, aby przeanalizować co się dzieje, bo pomimo tego, że leczenie w klinice RPTC zostało zakończone to nadal chcą pomagać, sprawować nadzór, analizować wyniki i mieć stały kontakt ze swoim pacjentem.

Czekałam z niepokojem na telefon.
Był to dla mnie bardzo ciężki czas, wiele przepłakanych godzin, nieprzespanych nocy.
Najcięższe w tym wszystkim było to, że nie mogłam powiedzieć Sławkowi o tym co powiedzieli lekarze w Szczecinie i będąc bardzo blisko niego musiałam zachowywać się tak jakby nic złego się nie działo.
Musiałam być wesoła, uśmiechnięta, żartować i zachowywać się jak zawsze.
Musiałam się uśmiechać patrząc na niego, gdy serce płakało, a przez głowę przelatywały myśli, czy to może nasza ostatnia wspólna godzina, może ostatni wspólny dzień.
Sławek oczywiście wiedział o bardzo dużym obrzęku mózgu, wiedział o tym, że lekarze mówią, że skoro guz był to na pewno jest, ale wiedział też, że musimy się upewnić i dlatego robiliśmy kolejne badanie.
Nie mogłam, nie potrafiłam i nie chciałam mu powiedzieć o tym, że lekarze wydali na niego wyrok i twierdzą, że umiera, że jest to kwestia dni, może tygodni.
Czegoś takiego nie mogłam mu powiedzieć…

W końcu po kilku dniach doczekałam się telefonu z klinikii w Monachium.
Lekarz poinformował mnie, że wyniki Sławka zostały dokładnie przeanalizowane przez kilku lekarzy i nic złego poza obrzękiem, który jest bardzo duży, się nie dzieje.
Jest obrzęk, który bezpośrednio zagraża życiu, ale skoro leki są regularnie przyjmowane, widać też, że objawy neurologiczne ustępują to oznacza, że leki działają i obrzęk schodzi, więc trzeba tylko czasu, no i leków.
Poza obrzękiem nie ma żadnych powodów do niepokoju – guz nie rośnie.
Widok mózgu na wynikach rezonansu jest normalnym widokiem mózgu po terapii protonami z wszystkimi cieniami i rozświetleniami widocznymi po podanym kontraście.
Obrzęk powstał po terapii protonami i gdyby Sławek nie był pozbawiony w Polsce opieki lekarskiej to można by było szybko wyłapać pogarszający się stan zdrowia i wdrożyć leczenie dużo szybciej, a tym samym niedopuścić do tak dużych objawów neurologicznych.

Kamień spadł mi z serca, popłakałam się słysząc te słowa, a ulga była przeogromna.
W głowie miałam tylko jedną myśl – nie ma wznowy, guz nie rośnie, Sławek będzie żył.
Nie będę Wam opisywać jak bardzo byłam i nadal jestem szczęśliwa, chociaż wiem, że nadal musimy uważać, kontrolować i wyleczyć obrzęk.

Od wyjścia ze szpitalnego SOR-u Sławek cały czas był i nadal jest na lekach przeciw obrzękowi mózgu.
Jego stan zdrowia każdego dnia się poprawiał i nadal poprawia – nie było już żadnych wymiotów, i zawrotów głowy, nie miał problemów z chodzeniem, sprawność ręki również powraca, wróciła też umiejętnośc pisania i czytania, a także mowa i pamięć.
Nie wróciło to wszystko od razu, bo nadal wraca stopniowo i każdego dnia jest troszkę lepiej, ale najważniejsze, że widać poprawę.
Nadal nie jest idealnie i być może potrzebna będzie rehabilitacja, ale jest dobrze, wszystko idzie w dobrą stronę i oby tak dalej.

Co do całej sytuacji w szczecińskim szpitalu, zachowania lekarzy itd to nawet nie będę już tego zbytnio komentować, bo tu wiele nie da się napisać w taki sposób, aby nadawało sie do opublikowania…

Nie zrobili potrzebnych badań, wydali wyrok, w stanie bezpośredniego zagrożenia życia odmówili przyjęcia do szpitala, odmówili transportu medycznego.
Nafaszerowali lekami i wypisali.

Teraz powoli dochodzimy do siebie po tych przejściach, zbieramy siły i cieszymy każdym dniem.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją długą nieobecność zarówno na moim jaki na Waszych blogach.
Bardzo długo mnie nie było, ale już niebawem zacznę nadrabiać zaległości, odwiedzać Was, a także dodawać swoje przepisy.
Przepisy wkrótce zaczną się pojawiać, ale już nie z taką częstotliwością jak wcześniej, nie będzie codziennie nowego przepisu, bo zadbać muszę również o Sławka i jego zdrowie, ale obiecuję, że dwa- trzy nowe przepisy w tygodniu będą 🙂

Mam zamiar również otworzyć kolejnego bloga, na którym co jakiś czas będę zamieszczać informacje o stanie zdrowia Sławka, aby Ci, którzy chcą się dowiedzieć co u nas się dzieje i jak Sławka zdrówko się poprawia, bo poprawi się na pewno, będą mogli zajrzeć i przeczytać, a na ,, Wszystko Smaczne ” będą publikowane już tylko przepisy tak jak było na początku – mam nadzieję, że to dobry pomysł 🙂
Jeśli macie jakieś sugestie, czy rady lub uwagi co do kolejnego, tym razem o zdrowiu mojego Mężulka, bloga to śmiało piszcie w komentarzach 🙂

Pozdrawiam Was serdecznie i do poczytania na Waszych blogach 🙂

 

225 Replies to “Pacjentowi zostało kilka dni, może tygodni…”

  1. Pani Anno wiele sił dla Was obojga. Jesteście Wojownikami. Łącze się z Wami myślami i sercem i ciepło pozdrawiam. Będzie dobrze, bo musi być.

  2. Bardzo Wam kibicuję i cieszę się, że obrzęk się zmniejsza itp. itd., ale nie mogę nie skomentować zachowania lekarzy ze Szczecina takim oto sformułowaniem – “aby w Polsce chorować, trzeba mieć zdrowie”…

  3. Aniu będzie dobrze😊Jesteś wielka😊silna i Sławek też😊Trzeba wierzyć,że będzie zdrowiał.Pozdrawiam.

  4. Aneczko kochana, bałam się czytać do końca…..
    Ale doczytałam i cieszę się, że jednak nie jest tak źle jak to wyrokował lekarz.
    Kocham Was całym swoim sercem za tą Waszą wiarę i siłę. Jesteście moimi BOHATERAMI! ❤

  5. Aniu – dużo zdrowia dla Sławka i wytrwałości dla Ciebie. Trzymam kciuki za dalsze powodzenie terapii i wierzę, że przed Wami jeszcze wiele, wiele szczęśliwych lat. Trzymajcie się, całym sercem jestem z Wami.

  6. Mrożący krew w żyłach wpis i kolejne potwierdzenie tego, na jaką opiekę medyczną możemy liczyć w Polsce. Bardzo, bardzo się cieszę, że pan doktor wyrocznia się mylił, ale przerażające jest, ze taki konował pełni jakąkolwiek funkcję w służbie zdrowia…
    Wszystkie dobrego życzę i obyście już nigdy nie musieli przeżywać takich chwil.
    Pozdrawiam
    Kasia

  7. Jak to przeczytałam to z jednej strony aż sama się przeraziłam, a z drugiej zagotowało się we mnie, co to za bezduszni lekarze są, chyba już nikt z nich nie jest tam z powołania….
    Teraz musi być już dobrze, na pewno będzie <3 🙂

  8. Podziwiam Twoją siłę do walki. Bardzo się cieszę że mimo tych przeżyć idzie mu dobremu. Ja nie wiem co by się jakbym była w Twojej sytuacji bo mąż jest dla mnie wszystkim, nie zniosłabym życia bez niego.

  9. Kochana tyle przeszłas, ale cieszę się, że już jest lepiej.
    Bardzo mocno trzymam za Was kciuki!
    Co do lekarzy to niestety w Polsce większość ma takie podejście, osobiście miałam z nim doczynienia:(

  10. Współczuję Wam tego co musieliście przejść, Aniu jesteś silną kobietą i wspaniałą żoną o jakiej każdy facet mógłby marzyć !
    W głowie mi się nie mieści zachowanie polskich lekarzy! Aż pasowałby nagłośnić całą sprawę w mediach, bo to co się dzieje jest karygodne !
    Cieszę się zarazem, że jest lepiej i końcówka wpisu napawa optymistycznie. Trzymam kciuki i myślami jestem z Wami !

  11. Aniu ufff, bałam się, że coś się stało i szybko czytałam z nadzieją i jest ufff i bardzo się cieszę. Wiem, że będzie dobrze i zdrówko twojego męża wróci do dobrego stanu, uściski.

  12. Aniu myślami byłam z wami. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że mąż czuje się już lepiej 🙂 o zachowaniu lekarzy się nawet nie wypowiem….. szkoda słów. Nie odpuściłabym im za żadne skarby. Trzymajcie się, zdrowia dla Sławka a dla ciebie kochana siły do walki :*

    1. Dziękuję 🙂
      na drugim blogu będzie wszystko co dotyczy Sławka zdrowia, no i pewnie trochę informacji, które będą mogły przydac się szukającym pomocy.

  13. Aniu wielka siłaczka z Ciebie a mocarz ze Sławka….macie we mnie wiernego kibica….przesyłam Wam moc dobrych myśli ….mam nadzieję że każdego dnia będzie lepiej…..Aniu jesteś wielka

  14. Aniu, po tych wszystkich mrożących krew w żyłach przejściach, musi być tylko lepiej. I tego z całego serca Wam życzę.
    Zachowania i postępowania szczecińskich lekarzy nie chce mi się komentować.

  15. Aniu, po tych wszystkich mrożących krew w żyłach doświadczeniach i przejściach, musi być tylko lepiej. I tego z całego serca Wam życzę.
    Zachowania i postępowania szczecińskich lekarzy nie chce mi się nawet komentować.

  16. Jak miło widzieć Ciebie po tak długiej przerwie. Przez cały czas myślalam o Was, zastanawiałam się co u Was słychać, ale nie chciałam zawracać Ci głowy – potrzebowaliście ciszy, spokoju i odpoczynku <3
    Dziękuję, że się odezwałaś i napisałaś <3

    to co przezyliście i czego doświadczyliscie było straszne. Nikomu nie życze takich przezyć 🙁 zachowania lekarzy nie ma co komentować – mój dziadzio mial tak samo. Jak zobaczyli, ze stan jest beznadziejny i że umiera to brzydko mówiąc olali, nie interesowali się aż Tato poszedł i nagadał do słuchu, bo to jak postępowali było karygodne. Ale dziadzia nie udało się uratować 🙁 Dobrze, że w końcu trafiliscie tam gdzie powinniście i że Sławek powoli wraca do sił… ile ja się nerwów najadłam jak czytałam ten wpis… płakać mi się chciało 🙁 Ale na szczęście wraca do pełni sił i zdrowia…. potrzeba czasu i cierpliwości ale moze lepiej ze powoli? Bo może wted ten stan utrzyma się już na zawsze. Nie na zasadzie szybko przychodzi i mija a przyjdzie powoli ale zostanie na zawsze. Ja wierzę, że nadejdzie taki dzień kiedy będziecie znowu szczęśliwi tak jak kiedyś. Cały czas mam Was w myślach, sercu, modlitwie… Ten na Górze czuwa nad Wami – Wasz Anioł Stróż nie próżnuje i dzielnie walczy o Wasze szczęście. Będzie dobrze bo musi być. Tyle razem przeszliście, za daleko zaszliście i zbyt wiele przeszkód pokonaliście aby teraz to wszystko mało runąć w gruzach. Będzie dobrze. Dużo zdrowia dla Sławka i siły dla Was <3

    PS Blog to bardzo dobry pomysł ale pamiętaj nic na siłę i poza czasem. Teraz najważniejsze aby skupić się na Was – rodzinie. Jeśli miałoby Ci to zabierać za dużo czasu, jakieś nerwy, stres to nie musisz tego robić dla nas. Posłuchaj serca i rozumu – my to zaakceptujemy 🙂

    1. Dziękuję bardzo 🙂 Ja też mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i małymi krokami do celu 🙂
      Co do bloga to bardzo brakowało mi pisania i gotowania, no i oczywiście Was 🙂
      Kolejny blog będzie bardziej informacyjny – zdrowie Sławka i może jakieś info jak załatwić konkretne leczenie w klinice, kilka cennych porad dla walczących o zdrowie.

  17. Aniu, bardzo często o Was myślimy – ja i moi bliscy. Wierzymy, ze pokonacie wszystko co złe. Jesteście silni Waszą miłością – jakkolwiek banalnie by to brzmiało, to dodaje ona sił. Wiem coś o tym, byliśmy w podobnej sytuacji.
    Dacie radę, nie ma innej możliwości.
    Uściski od nas <3

  18. Zrobiło mi się słabo po zobaczeniu tytułu… byłam przekonana, że na końcu wpisu przeczytam straszną wiadomość, a tu sytuacja obróciła się o 180 stopni! Jesteście tak odważni, a Sławek walczył i będzie walczył nadal! Wszystko musi się udać 🙂 Co do tego szpitala i lekarzy.. brak słów. Obyś nigdy, przenigdy nie usłyszała ponownie takich słów.. Zdrowia, miłości i wytrwałości! ❤️

  19. Aniu! Bardzo Wam współczuje , Przeżyliście naprawdę ciężkie chwile, Ale dobrze że już jest lepiej i miejcie nadzieję że będzie coraz lepiej ,Czego z całego serca Wam Życzę. Podziwiam Was za tą walkę z tyloma trudnościami. Dziwi mnie tylko zachowanie lekarzy ze Szczecina , Gdyż przeszło trzydzieści lat temu wówczas na moją 7 letnią Córeczkę też wydano wyrok. Ale właśnie lekarze ze Szczecina ją uratowali, Ale było to dawno i za pewnie tamtych lekarzy już nie ma , Aniu życzę Tobie i Twojemu mężowi dobrego zdrowia, dużo sił i wytrwania , Pozdrawiam Cieplutko

    1. Dziękujemy pięknie Krysiu :*
      Lekarzy pewnie już tamtych nie ma, a jeśli są to my na nich nie trafiliśmy… 🙁
      Jest lepiej i mam nadzieję, że tak już będzie i to co złe już za nami.
      Serdeczne pozdrowionka 🙂

  20. Cieszę się że jednak wszystko jest w porzadku. Zachowanie lekarzy ze szczecińskiego szpitala skandaliczne chociaż wiem że nie odosobnione. Sama pracuje z osobami onkologicznie chorymi i wiem jakie jest podejście do tych najcięższych przypadków. Nawet jeśli stan jest okropny to lekarz nie ma prawa powiedzieć że pacjentowi został dzień czy tydzień. Wola walki jest w takich przypadkach również bardzo ważna. To strasznie nie profesjonalne. Trzymajcie się ciepło. Pozdrawiam ☺

  21. Pani Anno, w Polskich szpitalach jest tak wszędzie. Cierpię na ataki migrenowe, które wpływają na mnie w taki sposób, że nie potrafię normalnie mówić i porozumiewać się. Raz byłam sama i po ataku zadzwoniłam po pogotowie,ktore nie uwierzyło mi na słowo, że nie potrafiłam normalnie mówić ani pisac. Ponad to wyśmiali mnie i kazali samej jechać do szpitala. Tak też zrobiłam, a w szpitalu na oddziale neurologicznym przyjmował mnie lekarz który nie był neurologiem i nie zlecono mi nawet żadnych badań… Ataki takie mam raz na pół roku natomiast nie stać mnie na leczenie prywatne, a lekarze robią potworną łaskę żeby skierować na jakieś badania czy leczenie.. to co się u nas dzieje jest straszne..

    1. Bardzo mi przykro, takie ataki muszą być straszne, a do tego ten brak wiary lekarzy, że mówi sie prawdę 🙁 Człwiek w takiej sytuacji traci wiarę w drugiego człowieka i czuje sie całkowicie bezsilny 🙁 Dużo zdrówka życzę.

  22. Witaj Aniu,
    Byłam bardzo zaniepokojona początkową treścią wpisu, ale całe szczęście, że jest przełom i poprawa. O empatii lekarzy można książki pisać. Jak można tak brutalnie człowieka pozbawiać nadziei i to przez kogoś, kto ma leczyć. Nawet jeśli rokowania są niepomyślne, trzeba starać się pomóc, zwłaszcza jeśli się nie jest Bogiem. Aniu, a czy ktokolwiek w szpitalu zapytał u Ciebie, czy Ty nie potrzebujesz pomocy np. psychologa? Przecież taki stres i niemoc przy opiece nad przewlekle chorym odciska ślady i na Twoim zdrowiu.
    Wierzę, że był to przełom i stan Męża z dnia nadzień będzie coraz lepszy. Myślami jestem z Wami i trzymam kciuki, aby wszystko było po Waszej myśli, dużo zdrówka i siły życzę.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Ja też uważam, że nie powinno się mówić takich rzeczy. Można, a nawet powinno się powiedzieć, że rokowanie nie jest pomyślne, ale trzeba umieć to przekazać i zrobić to z wyczuciem. Co do pomocy dla mnie to nikt nawet nie zapytał czy wszystko jest ok, czy może chciałabym z kimś porozmawiać.
      Mam nadzieję, że stan Sławka będzie już teraz tylko lepszy i że wszystkie te złe rzeczy mamy już za sobą.
      Pozdrowionka 🙂

  23. Aniu… UFFF! Często myślałam o Was. Dobrze że jesteś, dobrze, że piszesz. Serdecznie Wam współczuję i nadal trzymam za Was kciuki. To co Ty robisz dla Sławka to siła, która którą dostajesz od Pana Boga. Jesteś niesamowita. Dobrze, że masz koło siebie wspaniałych sprawdzonych przyjaciół i rodzinę. To oni Was wspierają. A te “doktory” od których słyszy się takie okropne, nie do przyjęcia słowa, to niech się wstydzą. Brak im epatii i wyczucia. Niestety często się to spotyka.
    Aniu, bądź dzielna. Życzę Tobie wytrwałości, a Twojemu Mężowi szybkiego powrotu do zdrowia. Wierzę, że wszystko się uda i będzie dobrze. Ściskam Was i serdecznie pozdrawiam 🙂

    1. Dziękuję Krysiu i ja również mam nadzieję i wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej.
      Przyjaciele i rodzina ( przynajmniej część rodziny ) to prawdziwy skarb. Bez nich ciężko by było…
      Przesyłam uściski 🙂

  24. Straszne co Ci lekarze zaserwowali 🤬 Chyba najbardziej przeraża mnie nie chęć do kontaktu. Mają okazję, mają możliwość wykazać się, rozwinąć, nauczyć, a jak nie to chociaż przez telefon zrozumieć w jakim stanie jest człowiek, który przyjechał do nich po pomoc. Przerażajace … 🙀

    1. To już nie pierwszy raz lekarz nie chciał skontaktować się z innym lekarzem. Przerażające to jest, że zachowują się tak jakby wszystkie rozumy pozjadali, bo co… on wielki pan doktor będze pytał innego lekarza…

  25. Podziwiam Cię, że dajesz temu wszystkiemu radę. Trzymaj się i walcz!!!
    Twoja opowieść niestety potwierdza to co się słyszy o lekarzach i ich bezduszności. Nie wszyscy są tacy oczywiście! Wyjątki się zdarzają – niestety są to wyjątki!!
    Życzę dużo zdrowia dla Twojego męża i dużo siły, wiary i nadziei dla Was obojga 🙂

  26. Aniu, trzymam za Was kciuki. Mężowi dużo zdrowia, a Tobie siły – żebyś się nie poddawała i cały czas była dla niego wsparciem. Dobrze, że wróciłaś do nas 🙂

  27. Bardzo,bardzo trzymam za Was kciuki i modlę się za Waszą rodzinę,jestem pewna,że będzie dobrze! Wspaniale,że jest juz poprawa,ale to skandaliczne,jak zostaliście potraktowani w szpitalu w Polsce. Przecież za to powinno się ich zaskarżyć do sądu, to naprawdę niewyobrażalne. Życzę Wam dużo,dużo siły i zdrowia!!!

  28. Aniu trzymam kciuki za Was. Życzę Wam dużo zdrówka i siły. Wszystko musi dobrze się skończyć.
    Niestety u nas panuje znieczulica a pacjenta traktuje się okropnie. Wiem, bo niedawno zmarła moja teściowa, była już w hospicjum, bo do szpitala jej nie przyjęli i nic od nikogo nie można było się dowiedzieć 🙁
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  29. Zachowanie służby zdrowia u nas to jakaś pomyłka w wielu przypadkach…. odzywki…. brak słów…. ciężko znaleźć słowa by cokolwiek napisać.
    Życzę tego co najbardziej pragniecie :**

      1. oj tak zdecydowanie;* oraz dużo siły i pogody ducha w tych trudnych chwilach. Tak myślę o tych wszystkich pracownikach niosącym na co dzień pomoc innym… często dopada ich straszna znieczulica…. staja sie gruboskórni…. albo po prostu idą tam psychopaci

  30. o kurczę, jak zobaczyłam tytuł pomyślałam o najgorszym..super,że jest już coraz, lepiej.niestety nasi lekarze…mmm może lepiej nic nie mówić,sama się o tym przekonałam,ale dobrze,że się wszytko układa, i aby do przodu 🙂

  31. Po prostu brak słów, jesteś Aniu dzielną kobietą, a tej sprawy ze szpitalem w Szczecinie nie możną zostawić tak sobie, to skandal!
    Pozdrawiam Was oboje i trzymam kciuki:-)

  32. Tak się nawet zastanawiałam co się dzieje i czy wszystko w porządku i nie wiem teraz czy napisać – cieszę się, że jest lepiej czy naprawdę nie wyobrażam sobie przez jaki koszmar przeszliście z powodu ludzkiej nieodpowiedzialności i okrutnej natury. Mam nadzieję, że każdego dnia będzie coraz lepiej, z całego serca Wam tego życzę. 🙂 Zdrowia, zdrowia, cierpliwości i zdrowia! 🙂

  33. Zastanawiałam się już od dłuższego czasu, co tam u Was, a cały wpis czytałam ze ściśniętym sercem…dobrze że tak to się skończyło. Trzymam kciuki za Was:*
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

  34. Cieszę się z Waszego szczęścia i jednocześnie żałuję, że nie walczyłam o mamę. Każdy mi mówił, że tak musi być… A ja byłam w ciąży i bezsilna. Nie wiedziałam co i jak. Tak nie musiało być!

  35. Kochana Aniu, bardzo się niepokoiłam Twoją nieobecnością i tym, że nie piszesz. Nie śmiałam zawracać Ci głowy mailem, a gdy wreszcie postanowiłam to zrobić… zobaczyłam twój wpis. Na początku przerażający, ale w końcu – pełen nadziei. kochana moja, wasza miłość jest piękna i wielka i na pewno wszystko będzie dobrze. O naszych lekarzach nawet nie chce pisać – po co:( Wspieram Was mocno, Ciebie ściskam i wysyłam wiele dobrych prądów i nadziei.
    PS. Pisz o Sławku koniecznie:)

    1. Dziękuję Iwonko 🙂
      Brakowało mi już pisania, tych wirtualnych znajomości, ale musiałam najpierw dojść do ładu ze sobą.
      Teraz już jest ok, walczymy dalej, ale wychodzimy na prostą i mam nadzieję, że na tej prostej pozostaniemy.
      Pozdrowionka serdeczne 🙂

  36. Nie mam pojecia skąd bierzesz tyle siły na walkę o męża .. jedyne co mi przychodzi to wielka miłość i piświęcenie. Jesteś dzielna i życzę Ci z całego serca aby Sławek wrócił do zdrowia i żeby wszystko u Was wróciło do normy. Moc uścisków dziewczyno!

    1. Dzięki piękne 🙂 Masz rację, miłośc daje największą siłę jaką można sobie wyobrazić – upadasz, ale natychmiast podnosisz się po stokroć silniejsza, z większą determinacją i zaciętością.
      Przesyłam uściski :*

  37. Jezu, jestem w szoku, jaka znieczulica zapanowała. To nie jest leczenie, to jest w najlepszym wypadku podawanie byle jakich leków i wykonywanie losowych badań. Nie dość, że na początku nie chcieli pomóc (przed terapią w Monachium), to i teraz umyli ręce. To straszne, przez co musiałaś przejść, ale bardzo Cię podziwiam za determinację, siłę i odwagę. Sławek ma szczęście, że ma taką żonę 🙂

    Z miłą chęcią będę wpadać na przepisy i na drugiego bloga. Pozdrawiam i ściskam.

  38. Z wielką radością przyjęłam Twój wpis, bo bardzo niepokoiłam się milczeniem przez te miesiące. Jednak to co przeczytałam o postępowaniu lekarzy szczecińskich, sprawiło, że bałam się dobrnąć do końca. Wielki kamień spadł z serca, gdy okazało się, że stan Sławka się poprawia. Napisałaś, że myśleliście o powrocie do Monachium i to byłby właściwy krok, choć wiem, że wiąże się z ogromnymi kosztami. Gwarantowałby jednak należytą opiekę i rehabilitację, których nie otrzymacie w Polsce. A na placówkę w Szczecinie należałoby nasłać media i prawników, którzy oskarżyliby lekarzy o błąd w sztuce lekarskiej. Trzymam za Was kciuki i czekam na dalsze, oby jak najlepsze wieści o stanie zdrowia Sławka.

    1. Jestem na etapie zastanawiania się jak ugryźć temat skargi i na razie tylko się zastanawiam, bo wiem, że będą to dla nas kolejne nerwy i stres, a tego teraz nam nie trzeba. Jednak o odpuszczeniu też nie ma mowy.
      Ściskam mocno 😘

  39. Ileż Wy przeszliście przez ten czas:( To musiały być trudne chwile – przerażenie wymieszane z powracającą nadzieją. Muszę przyznać, że początek wpisu był dla mnie podwójnie ciężki – przypomniało mi się jak odchodził mój Brat…. wszystkie te objawy, które opisywałaś u męża, miał i on. Na szczęście u Was jest dobrze! Bałam się końca wpisu, ale dotarłam do końca;)
    Życzę Wam żeby wszystko wracało na właściwe tory. Będzie dobrze!

    1. Dziękuję Ewuniu 😘
      Również w to wierzę, że będzie dobrze.
      Żeby jeszcze lekarze chcieli pomagać tak jak powinni, a nie dodatkowo dobijać to już byłaby połowa sukcesu.

  40. Ja bym była sparaliżowana z przerażenia gdybym usłyszała coś takiego od doktorów. Niestety część z nich nie jest bardzo dobrze wyedukowana.Problem w Polsce odnośnie nowotworów jest ten ,że rozpoznaje się chorobę gdy jest już zaawansowana a kolejki do specjalistów tylko pogarszają sprawę. Moja szwagierka dwa tygodnie temu miała zdiagnozowanego raka piersi, za trzy tygodnie idzie na chemię(we Francji szybkość doktorów wprawia w podziw).Życzę Twojemu mężowi zdrowia a Tobie nerwów ze stali 🙂

    1. Ja również byłam sparaliżowana, ale jednocześnie wiedziałam, że nie mogę się poddać.
      Faktycznie, szybkość godna podziwu i tak powinno być.
      Pozdrowionka 😘

  41. Jak to dobrze, że jest dobrze! Czytałam to normalnie z wielkimi oczami, bo ja ten horror teraz przeżywałam z babcią, nie z nowoworem lecz wylewem. Cyrk ze służbą zdrowia zaczął się już po przyjeździe karetki. Moja babcia z ciśnieniem ponad 200 na 100coś musiała sama zejść z II piętra z krwotokiem z nosa – bo była za ciężka i nie mogli jej znieść… Potem była na OIOMie i po tym jak ją wypisali, too…. całkowicie straciliśmy z nią kontakt. Tydzień czasu lekarz nie chciał powiedzieć co się stało. Dopiero po internwencji mojego taty tak naprawdę powiedział. Tak samo było z wypisem. Kobieta, która przyszła o włąsnych nogach do szpitala, nagle została wypisana. Od tak. Bo to już wszystko. I lepiej poszukać pomocy, bo sama moja mama rady nie da. I szukaliśmy w jeden dzień ośrodka, z tym że u nas zlitowali się i babcia była w szpitalu jeszcze jeden dzień. DLA MNIE TO PORAŻKA, ledwo dochodzę po tej całej historii, bo niestety moja babcia trzy dni potem umarła. Jak czytam o lekceważącej służbie zdrowia, to coś mi się robi i czuję się po prostu z tym źle, zawiedzona, bo boję się że kiedyś i ja będę potrzebować pomocy, której nie dostanę od nich….

    1. Często człowiek w potrzebie pomimo tego, że ma blisko lekarzy to tak naprawdę jest bez opieki i pomocy lekarskiej 🙁
      Bardzo mi przykro z powodu Twojej Babci. Też wiele przeszłaś 🙁

  42. o kurcze, ale mnie wystraszyłaś tym początkiem:(
    Niestety wielu lekarzy mamy bez powołania, poszli w ten kierunek pod presją rodziców, lub pazernością i łatwym zarobkiem, rzeczywistość wielu przerosła, jak i potrzeba wiedza również. Z obserwacji widzę że tym którym zależy ciągle sie uczą i dokształcają, bo przecież nauka i medycyna ciągle idzie na przód, a tym co się nie chce zwyczajnie liczą, ze im się uda trafić w diagnozę, no bo jak inaczej nazwać to co przeszliście?? Kochani ciągle o Was myślę i wierzę że wszystko będzie dobrze a Tobie Aniu dużo siły życzę, żeby Sławek miał dalej oparcie w walce z chorobą. Buziaki

    1. Dziękuję Renatko 😘
      Ja również myślę, że wielu lekarzy jest lekarzami, bo rodzina chciała, bo myśleli, że dadzą radę. Przykre to, że często leczą nas lekarze, którzy robią to tylko dla pieniędzy, a nie z chęci pomocy
      Uściski 😘

  43. Aniu cały czas o Was myślałam i czekałam na jakiekolwiek informacje. Najgorsze już za Wami. Będzie dobrze i nadal trzymam kciuki. 🙂

  44. Służba zdrowia w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Tak samo jak i sprzęt. Niedawno siostrzenica mojej znajomej (posiadająca poważną wadę serca) trafiła do jednego z tarnowskich szpitali. Niestety doszło do zatrzymania akcji serca, więc lekarze uruchomili defibrylator (czy jak to się tam nazywa – nie znam się :P) i….. wysadził on korki na całym oddziale.

  45. Co chwilkę zaglądałam do Ciebie i czekałam na jakieś informacje. Cieszę się przeogromnie, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Dużo zdrowia dla Sławka!

  46. Ja nawet nie wiem co napisać 😢
    Nie umiem sobie tego wyobrazić, nie wspominając o patologia w szpitalach. Nie tylko w tym tak jest. Ja leżałam 8 dni gdzie 3 osoby zmarły. Co lekarze robili? Nic. 4 osoba o mały włos nie zmarła. Błagania o natychmiastowe badania przez lekarza zostały zbagatelizowane. Na szybko wezwano ordynatorke do szpitala. Następnego dnia okazało się że kobiecie w przełyku popekaly wrzody i tylko szybkie podanie leków zatrzymało to bo miała owrzodzony cały żołądek. Kilka godzin później było by po niej. Inny przypadek to kobieta trafiła do szpitala z powodu bólu kości nóg. Lekarz był tak bezczelny że twierdził że pewnie starość ja boli. Okazało się że to nieuleczalną raka szpiczak kości.
    To jest paranoja że za granicą da się wyleczyć A tu rozkładają ręce. Oglądając programy, czytając w necie o kolejnych przypadkach które dało by się uratować to nie wierzę że to się dzieje. Ręce opadają.
    Dużo zdrówka życzę wam 😘 i ściskam

    1. To co dzieje się w polskiej służbie zdrowia to szok i przerażenie. Człowiek jest bezsilny, bezradny, a osoby, które powinny pomóc nie robią tego 🙁
      Zawsze wiedziałam, że nasza służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia, ale to czego doświadczyliśmy na własnej skórze to już przeszło nasze najgorsze wyobrażenie – nie przyjmą do szpitala, bo pacjent jest chory – tak to można tłumaczyć 🙁
      Ściskam mocno 🙂

  47. Początkowo jak czytałam tytuł to byłam przerażona natomiast i tak po rozmowie z tobą się troszeczkę już uspokoiła i pamiętaj że zawsze będę cię kibicować i jestem całym sercem z wami 😘

  48. Aż ręce mi opadły gdy czytałam, jakie było podejście lekarzy! Jak tak można….
    Trzymam za Was mocno kciuki! Modlę się za Was każdego dnia. Ściskam Was mocno Kochani, dużo zdrówka dla Sławka!

  49. Uświadomiłaś mi jak niewiele trzeba, żeby zmienić los człowieka czyli zachować życie lub je stracić. Myślę, że siła wyższa nad Wami czuwa!

  50. Aniu, gratuluję Ci, że potrafiłaś walczyć o Sławka, a jemu życzę dużo zdrowia. Wydawałoby się, że takie praktyki rodem z PRL-u już dawno są za nami. Widocznie nie wszędzie… Najważniejsze, ze jest coraz lepiej. Trzymajcie się . Pozdrawiam ciepło 🙂

  51. Aniu, przeczytałam z zapartym tchem i ze łzami w oczach. Wcześniej nie raz zastanawiałam się, co tam u Was słychać, tak cicho tu było… A teraz trudno jest mi coś mądrego tu teraz napisać, wobec ogromu Waszego cierpienia i Waszej siły. Bardzo poruszająca jest Wasza historia.
    Trzymajcie się dzielnie!!!

    1. Dziękujemy bardzo, staramy się być dzielni i jakoś się trzymać, ale czasami nie jeste to łatwe. Zwłaszcza, gdy kłody pod nogi rzucają ludzie – lekarze, którzy powinni jako pierwsi tą pomoc nieść.

  52. Aniu, bardzo Ci współczuję, to co przeszłaś to horror! Lekarze w naszym kraju są bezkarni, często niedouczeni, a przy tym zadufani w sobie. Może trzeba byłoby pozwać ich o to, że nie zrobili odpowiednich badań, że nie podjęli leczenia, nie chcieli się skonsultować z lekarzami z Monachium, że nie zapewnili transportu medycznego tylko wydali wyrok.
    Całe szczęście, że wszystko dobrze się zakończyło, życzę Sławkowi zdrowia a Tobie dużo siły! Buziaki Aniu 🙂

  53. Aż nie wiem co napisać, to wszystko wydaje się być niewiarygodne. Trzymam mocno kciuki za Was i przesyłam moc fluidów. Wierzę, że dacie radę i po burzy wyjdzie słońce 🙂 Życzę dużo siły, wytrwałości i najważniejsze zdrowia. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Nawet nie tyle ma guza co miał, bo po protonoterapii guz jest nieaktywny – martwy ( tak twierdzą lekarze z Monachium ).
      Dziękuję i również pozdrawiam.

  54. Podczas Twojej nieobecności Aniu, myślałam co u Was, jak sobie dajecie radę. Najważniejsze, że Sławek żyje! Trzymam kciuki za jego powrót do zdrowia. Nigdy nie wolno się poddawać, nawet jeśli jest bardzo ciężko. Moje życie ostatnio się zawaliło ale mimo to staram się iść do przodu pomimo trudności i nowej drogi 🙂 Pozdrawiam.

    1. Tak, najważniejsze, że żyje i powoli wraca do zdrowia. Nie poddamy się 🙂
      Mam nadzieję, że i u Ciebie wkrótce wszystko się poukłada i będzie już tylko dobrze.
      Pozdrowionka 🙂

  55. Aniu, wierzę że po tych wszystkich niemiłych przejściach teraz już będzie tylko lepiej i że Twój mąż wróci do zdrowia !
    Aniu, życzę dużo siły i zdrowia dla całej Twojej rodziny !
    Pozdrawiam

  56. Fajnie, że wróciłaś Aniu, często o Was myślałam, niestety rak i dotknął moją rodzinę, wujek ma raka żołądka już niestety rozsianego niema żadnego ratunku z dnia na dzień stał się innym człowiekiem, ciężko mi się na niego patrzy jak cierpi…to straszne ale muszę być silna i tego też Tobie życzę <3

  57. Cieszę się że znów się odezwałaś i że zdrowie Twojego męża się poprawia:))o sytuacji w szczecińskim szpitalu nie będę się wypowiadać,bo to jest karygodne i nie do pomyślenia.Mocno Cię Aniu ściskam siły i cierpliwości życzę a Twojemu mężowi zdrowia i wytrwałości:)))Pozdrawiam Was serdecznie :)))

  58. Powodzenia Anula!!!
    Na temat lekarzy też się nie wypowiadam, bo ponad połowę tych konowałów trza by zwolnić. Żerują tylko la ludzkim nieszczęściu i wyciągają z Ciebie ile się da, bo przecież w Polsce jest darmowa opieka medyczna…

  59. To bardzo przykre, jak lekarze traktują w Polsce chorych. Niestety, nie są to odosobnione przypadki, to wręcz nagminne. Pokazują w ten sposób, jak małymi są ludźmi 🙁
    Cieszę się, że Sławek czuję się lepiej i pozdrawiam Was serdecznie 🙂

  60. Aniu, nawet nie wyobrażam sobie przez co przeszłaś. Najważniejsze, że to już za Wami. Teraz musi być tylko dobrze.
    Twoje przepisy są wyśmienite, ale teraz najważniejsza jest Wasza rodzina.

  61. Zycze Wam sily i kibicuje z calego serca. Mam kolege, ktory wlasnie adoptowal z zona 2 dzieci i okazalo sie ze jest chory tak jak Slawek. Zastanawiam sie tylko czy lekarze w Monachium nie powinni uprzedzic i zabezpieczyc lekami Slawka przed opuszczeniem kliniki, skoro twierdza ze obrzęk powstał po terapii protonami.

    1. Sławek był zabezpieczony lekami, ale w jego przypadku było to zbyt krótko. Każdy organizm jest inny i czasami ciężko przewidzieć jak długo leki będą potrzebne, a badań MRI zbyt często też nie da się robić żeby na bieżąco korygować jak to wszystko wygląda.

  62. Leczenie w naszych szpitalach już przerabiałam. Bardzo źle się skończyło. Stwierdzam, że lekarze nie słuchają, co się do nich mówi, wszystkich traktują tak samo (procedury), chociaż każdy prowadzi inny tryb życia i inaczej reaguje na daną terapię. Brak empatii i obojętność to norma. Dlatego życzę bardzo dużo siły i powrotu do zdrowia. Mimo wszystko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.